Codzienne przyjemności. Obłędne cytrynowe muffiny, koktajl i latte bez mleka.

Jestem już stateczną kobietą w pewnym wieku. Nie pamiętam już jak to jest wyjść w piątek „na piwo” i mieć kaca do poniedziałku. Mój żołądek wykręciłby się chyba na drugą stronę a głowa eksplodowała po takiej imprezie. W środku stycznia  kiedy pizgało mrozem i lał deszcz nie chodziłam w trampkach i z odsłoniętymi kostkami (moje stawy chyba by mi tego nie wybaczyły i pewnie przez miesiąc nie mogłabym chodzić) ani nie zakładam kiecek ledwo przykrywających tyłek. Wyrosłam już z tego. Nie muszę zawsze seksownie wyglądać, żeby czuć się ze sobą dobrze. Potrafię w dresie otworzyć drzwi listonoszowi i nie zawsze maluję się na plac zabaw. Do tych wszystkich babcinych zwyczajów dodam jeszcze, że często zamiast wyjść gdzieś w sobotni wieczór wolę posiedzieć z książką w łóżku albo obejrzeć ulubiony serial na Netflixie. Nie jest tak, że zapomniałam co to spontaniczność i fun. Po prostu zmieniło się moje podejście do życia. Dziś czerpię przyjemność z całkowicie innych rzeczy. Dobra impreza to taka, na której wytańczę się na maxa a rano nie muszę wstawać do dzieci. Dwa kieliszki wina (no dobra butelka :p) spokojnie mi wystarczają. Nie muszę też kupować butów za pięć stów, żeby poprawić sobie humor (co jednak wciąż nie oznacza, że one mi humoru nie poprawiają). Teraz spontaniczność to nieplanowany remont pokoju, wzięcie urlopu i szybki wypad na spacer nad morze z dzieciakami, albo nieplanowane spotkanie ze znajomymi. I nie narzekam na to. Serio dobrze mi z tym jak jest teraz. Lubię tak trochę nudno i rutynowo, bez tej młodzieńczej spiny, że muszę być fajna i mieć odjechane pomysły. To już chyba starość co? A może ładniej – dojrzałość :p) Uwielbiam za to sprawiać sobie drobne przyjemności codziennie. Doceniam dobrą kawę w pięknym kubku, kawałek domowego ciasta i samotne zakupy (nawet jeśli trwają tylko pół godziny). Z każdego dnia staram się choć chwilę wyciągnąć tylko dla siebie.

Jeśli śledzicie mnie na Fb to pewnie pamiętacie jak jakiś czas temu napisałam, że musze zmienić dietę. Początkowo miałam wyeliminować jakieś 3/4 spożywanych przeze mnie produktów. Ostatecznie eliminuję je po kolei i sprawdzam reakcję mojego organizmu. Jako pierwsze padło na nabiał. Niestety okazało się, że już po kilku dniach całkowitej eliminacji nabiału czuję się o wiele lepiej. A ja tak kocham serniki, kruche ciasto na maśle i latte z bajerami. A tu d…. Pomarzyć można.

Zrobiłam zatem rekonesans i zaczęłam testować kilka najbardziej polecanych mlek roślinnych. Albo raczej napojów roślinnych, bo dla mnie – nabiałożercy, mlekiem nazwać tego raczej nie można. Mleka roślinne wychwalane są wszędzie. Myślałam zatem, że to faktycznie prosta sprawa. Kupię jakieś sojowe i po problemie.  Nic z tych rzeczy. Większość z tych pseudo mlek ma koszmarny skład. Nie to, że tam tylko cukier ktoś dodał, tam jest 20 różnych dziwnych pozycji, gumy maści wszelakiej i nazwy o milionie liter. Do tego nie wiele z tych mlek ma jakiś sensowny smak. Owszem wiem, że mogę robić swoje w domu. Jednak nie zawsze mam na to czas. Czasami chciałabym po prostu otworzyć karton i mieć mleko.

Napoje sojowe walą mi fasolą. I nie ważne czy są waniliowe czy jakiekolwiek inne. Czy je zmieszam z czymś czy dodam do naleśników po prostu czuję fasolę i już. Lubię migdałowe ale słabo się pieni do kawy. Trafiłam jednak ostatnio na mleko owsiane – strzał w dziesiątkę! Lubię jego słodkawy smak – choć cukru w składzie nie ma. Ku mojemu zaskoczeniu nie ma w składzie też wielu innych niepotrzebnych rzeczy. Kosztuje normalnie – jak to mleko roślinne – około 8 – 9zł za litr. Super się spienia i nie robią się w kawie kluski a to już duży plus. Stosowałam je normalnie tak jak mleko krowie i nie zauważyłam różnicy. Do naleśników, do babeczek i do koktajli. Jak na razie mój numer jeden!

Jedną z form rozpieszczania siebie i domowników jest rozpieszczanie naszych kubków smakowych. Nie od dziś wiadomo, że czekolada poprawia nastrój. A co poprawia nastrój kiedy nie można jeść mleka? Dwa – trzy dni po całkowitym odstawieniu nabiału miałam wrażenie, że tak się nie da żyć. Nabiał jest wszędzie! W ciastkach, w bułkach, w sosach, w sałatkach, w koktajlach, no wszędzie! A ja – z zamiłowania cukiernik – nie potrafiłam nie upiec czegoś dobrego. Słodkiego, wiosennego, lekkiego i bez mleka w końcu. Zaczęłam kombinować z przepisami, które znam doskonale i tak oto, powstały fenomenalne muffiny cytrynowe z makiem. Piekę je od kilku dobrych lat i zawsze wychodzą absolutnie przepyszne! Jeśli lubicie cytrynowe wypieki koniecznie musicie wypróbować! Przygotowuje się je błyskawicznie, pieką się 30 minut i zachowują świeżość nawet przez 3-4 dni. Taki wypiek codzienny, bez dodatkowego kremu na górze. Spokojnie mogą stać pod przykryciem na stole, albo trafić do lunchboxu naszego szkolniaka. Moje dzieciaki je kochają, mąż też. Znikają błyskawicznie! W tej wersji z mlekiem roślinnym zamiast krowiego.

Cytrynowe muffiny z makiem.

225gr mąki pszennej (około 50 gram zawsze wymieniam na mąkę pełnoziarnistą lub orkiszową)

190gr ksylitolu (lub cukru czy innego słodzidła, które używacie. Jeśli to będzie zwykły cukier dałabym mniej około 160-170gr)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

0,5 łyżeczki soli

2 łyżeczki maku suchego

1 jajko

1 białku

150 ml mleka owsianego (lub krowiego)

150 ml oleju słonecznikowego (lub rzepakowego)

sok i skórka otarta z jednej dużej cytryny

W jednej misce mieszamy mąką, ksylitol, sól proszek do pieczenia, mak. Mokre składniki mieszamy w drugiej misce. Ja wlewam wszystko do litrowego słoika i porządnie potrząsam. Mleko i jajka powinny być w temperaturze pokojowej. Do suchych składników dolewamy mokre i mieszamy łyżką tylko do połączenia się składników. W masie mają być grudki, chodzi o to żeby tylko połączyć dobrze mokre i suche składniki. Im dłużej mieszamy masę na muffiny tym większe ryzyko zakalca. Pieczemy około 30 minut w temperaturze 190 stopni bez termoobiegu. Uwaga każdy piekarnik piecze inaczej więc musicie wyczuć swój.

Muffiny robiłam też w wersji pomarańczowej. Wówczas daję sok z połowy dużej pomarańczy. Skórkę z całej pomarańczy i 1-2 łyżki soku z cytryny.

Idealnie smakują z latte z mlekiem owsianym. Mleko ładnie się pieni, choć nie tak dobrze jak mleko krowie. Puknijcie kilka razy kubkiem o stół, żeby piana stała się bardziej stabilna. Ja biorę około pół szklanki mleka, podgrzewam i spieniam a następnie wlewam podwójne espresso. Górę możecie posypać cynamonem, kakao, albo czymkolwiek chcecie.

Mleko owsiane super sprawdza się do koktajli. Nadaje im delikatny słodkawy posmak. Mój ulubiony ostatnio to koktajl banan wiśnia.

1 dojrzały banan,

200ml mleka

1 łyżka płatków jaglanych – możecie dać otręby lub inne płatki

to wszystko miksujemy i wlewamy do szklanki. powinno wyjść dość gęste.

około200gr wiśni miksujemy

opcjonalnie łyżka ksylitolu jeśli nie chcecie żeby wiśnie były mocno kwaśne

Do szklanki z koktajlem bananowym w środek wlewamy sok wiśniowy a następnie delikatnie mieszamy.

Warstwy świetnie sie mieszają i dają genialny słodko kwaśny smak.

 

Jeśli szukacie mlek roślinnych z dobrym składem to te z Rossmana są jedne z lepszych na rynku.

  • Mhhh muffiny wyglądają obłędnie 🙂

    • PiernikowaJ

      Takie też są! Polecam spróbować!

  • Zauważyłam, że i na mnie mleko nie działa zbyt dobrze. Przerzuciłam się na to bez laktozy i jest lepiej. A co do napojów mlecznych to masz rację – nie jest to mlekiem i na opakowaniach jest użyte słowo „napój”. Większość ma w składzie ogromną ilość soli, ale widzę, że Tobie udało sie znależć taki napój z naprawdę dobrym składem.

    • PiernikowaJ

      no mi właśnie samo ograniczenie laktozy nic nie daje. Źle znoszę białko nie tylko laktozę 🙁 i ubolewam okropnie nad tym bo kocham wprost jogurty i serniki, ale co zrobić. Te „mleka” z Rossmana sa na prawdę ok.Teraz chce spróbwać orkiszowego.

      • B

        Z Rossmana najlepsze jest owsiane- w ogóle ono jest genialne, z innych firm nie smakuje już tak dobrze, ale orkiszowe jest takie sobie, słodkawo-mdławe i nijakie. A super sojowe można zrobić w domu- namoczyć soję na całą noc, potem przemrozić ze 2-3 dni w zamrażarce, zmiksować z wodą, na gazę, a potem przegotować – nie ma wtedy tego posmaku jak to kartonowe, a jak się dorzuci kilka daktyli i wanilię to po prostu magia 🙂 Serniki można robić z kaszy jaglanej (najlepszy :)), nerkowców, ryżu- wystarczy trochę poszukać w otchłaniach internetu- bez nabiału da się zrobić wszystko 😀

  • ależ mam smaka na te babeczki teraz …. chyba zrobię jutro 😀

    • PiernikowaJ

      polecam, tym bardzije, że pracy przy nich nie wiele. a cytrynowe wypieki u mnie są zawsze wiosenno-wielkanocne

  • Ewelina Rozmus

    Ze słodyczy u nas też królują muffinki. Na razie bez cukru, tylko z bananem, bo dziecko małe 🙂
    Co do napoju roślinnego to też lubimy z Rossmanna – chyba najlepsze składy można tam znaleźć.

    • PiernikowaJ

      mi nie do wszystkich banan pasuje, ale też eksperymentuję ze słodzidłami. Zawsze dla dzieciaków lepsze słodycze takie domowe bez dziwnych gum w składzie i E niż kupne. Moje uwielbiają babeczki. A ja uwielbiam piec wszelkiej maści babeczki i muffiny. Ja chcę z rosmana jeszcze to orkiszowe wypróbować i swoje z nerkowców zrobić.

  • Karolina

    Mniam muszę spróbować tych babeczek 😊

    • PiernikowaJ

      koniecznie. One są idealne do zrobienia tak na szybko, żeby w razie co bylo coś w domu 🙂 Teraz kombinuję ile maki da się wymienić na zdrowszą (pełnoziarnistą/ orkiszową) bez drastycznej zmiany smaku i konsystencji ciasta