Koniec świata, wkurw niebotyczny i obłędny dżem dyniowy z pomarańczą.

Piątek, piąteczek, piątunio. Komu nie pojawia się uśmiech na twarzy na myśl o weekendzie? Po tygodniu zakręconym na maksa czekałam na ten piątek z utęsknieniem. Snułam plany na weekendowy, spokojny, rodzinny odpoczynek. Na sobotnie śniadanie pełne uśmiechów, wspólny spacer w promieniach jesiennego słońca i wieczorny seans filmowy.

Piątkowe popołudnie spędziłam sama…wróć, sama z dwójką dzieci. W planach miałam wieczór w wannie, z maseczkami, peelingiem i całą resztą. Szybko jednak sprowadzono mnie na ziemię. „Maaaaaamoooooo” wymawiane z częstotliwością milion razy na minutę uświadomiło mi, że wchodzenie do wanny przed położeniem spać dzieci skończy się wymytą połową głowy i ogoloną jedną nogą. Zdecydowanie nie miałoby to nic wspólnego z domowym spa. No cóż.. odbiję sobie jutro – pomyślałam i nie wiedziałam jeszcze w jakim błędzie jestem.

Zamiast wieczornego relaksu postanowiłam zatem rozprawić się z dynią, która stała w kuchni i uśmiechała się do mnie od czwartku. (kto zagląda na instastory to wie jak to wyglądało). Zapas purre z dyni, pumpkin pancakes, dyniowe curry, sernik dyniowy, babeczki dyniowe i pumpkin spice latte kusiło mnie niesamowicie. Niestety, częstotliwość wymawiania „maaaaaamooooo” nie zmieniła się a do tego doszło jeszcze: „ona na mnie ksycy” „to nie prawda to on mi zabiera” „a właśnie że nie, to ona..oddawaj”… czyli kochające się rodzeństwo.

Podsumowanie piątkowego wieczoru:

Kuchnia uwalona dynią, lakier od paznokci zafarbowany na żółto, dzieci nie śpiące do 23, głowa nie umyta, o relaksie w wannie dawno już zapomniałam. I na to wszystko mój mąż, który opowiadał jak cudownie dziś było na służbowej imprezie…. Ma chłop szczęście, że nie kontaktował do końca i nie widział wówczas mojego wzroku!

Zebrałam się jednak w sobie, położyłam spać dzieci, męża też, ochłonęłam i miałam plan, na cudowną sobotę.

Sobota 5:00.

„Maaaaaamooooooo….!!!!

„No bez jaj” pomyślałam naciągając poduszkę na głowę. Niestety darcie buzi 3 latka obudziłoby za chwilę połowę bloku, więc musiałam zwlec się z łóżka. „Bo ja chcę bajkę”. Szybki rzut oka na zegarek – 5.07. Ok, szukam pilota i włączam jakieś MiniMini czy inny kanał z bajkami i marzę o tym, żeby jeszcze na pół godziny wskoczyć pod cieplutką kołdrę. Już…już kieruję kroki w stronę sypialni i… „maaaaaamoooooo, ale ja nie chcę takiej, ja chcę autoboty!!”, „maaaaamoooo, ale ja chcę, ale plosę, ale maaaaaamooooo!”

Kur#@!#hjk%&*a! …. pomyślałam, włączając komputer – Dzięki Ci Panie Boży za Netflixa! Zdążyłam przyłożyć głowę do poduszki i wtem… „maaamoooo, a wiesz, że wczoraj w szkole, to ….” Drugie moje dziecię postanowiło mieć dłuższa sobotę, a może po prostu wstało obudzone przez brata i miało milion rzeczy do opowiedzenia mi właśnie o 5.45 w sobotę, kończąc na słowie… „śniadanie”.

Cóż, jak na przykładną matkę przystało wysłuchałam wszystkiego, i z gigantycznym bólem głowy wstałam, spoglądając na śpiącego męża udałam się w stronę kuchni co by dzieci moje głodem nie morzyć od rana, czy tez środka nocy.

Sobota = pancakes. Dyniowe placuszki były obłędne. Miały jednak niewątpliwie dwa minusy. Nie zrobiły się same i same też po sobie nie posprzątały… Ale chociaż dzieci ucichły na chwilę zapchane plackami a ja mogłam wypić łyk kawy.

Nie będę Wam w szczegółach opisywać co działo się dalej. Jeżeli ktoś zaplanował koniec świata na sobotę, to u nas on zdecydowanie nastąpił. W ciągu dnia pochłonęłam pół opakowania tabletek przeciwbólowych, głowa chciała mi eksplodować, w domu wyglądało jakby przeszło tornado, albo ten koniec świata właśnie, dzieci się darły… serio, non stop po prostu się darły a ja myślałam, że rozniosę wszystkich dookoła.

Powzięłam jeszcze jedną próbę uratowania tego dnia wychodząc o godzinie 19.30 na przepiękne swoją droga przedstawienie na Toruńskiej starówce. Tłum taki, że kompletnie nic nie było widać. Igor krzyczał, że on chce do domu, Nina płakała, że ludzie włażą jej na głowę. Skończyłam na obrzeżach starówki, nie widząc nic i ręce odpadały mi od targania prawie 20 kilogramowego Igora na ręku. Jeszcze tylko powrót do domu, wniesienie dwójki śpiących dzieci na drugie piętro i wyjęcie prania, które to kiśnie w pralce od dwóch godzin. Cudownie…

O godzinie 22 padłam nieprzytomna na łóżku. Nie ma to jak cudowna rodzinna sobota!

Niedziela…otwieram oczy, wyspana jakaś… w tle słyszę śmiech dzieci, grającą muzykę, i wyskakujące tosty. Patrzę na zegarek – 10.30! Patrzę na drugi, to samo. Obudziłam się w innym życiu czy jak? Nie! no dom mój, dzieci też moje i nawet mąż mój. Głowa boli jakoś mniej, a mąż pyta czy zrobić mi kawy. Boże… koniec świata się skończył! nareszcie. Z całkowicie inną energią wstałam, przebimbałam pół dnia w piżamie, kolejne kilka godzin w kuchni a na koniec zaliczylismy ten rodzinny spacer w promieniach jesiennego słońca zbierając kasztany.

Z tej radości właśnie nad końcem końca świata zrobiłam też dżem, Dżem nie byle jaki, bo dyniowy z pomarańczą i korzennymi przyprawami. Wyszedł tak obłędny, że ledwo udało mi się nie pochłonąć całego gara w trakcie smakowania. Jeśli tak jak ja kochacie dynię, to musicie zrobić to cudo. Uwierzcie, zakochacie się!

dżem dyniowy z pomarańczą

 

Obłędny dżem dyniowy z pomarańczą

1,2kg dyni pokrojonej w niedużą kostkę
3 pomarańcze
3 cytryny
180gr cukru
0,5łyżeczki cynamonu
4-5 szt. goździków
0,5 łyżeczki gałki muszkatołowej
opcjonalnie o,25 łyżeczki sproszkowanych goździków

W większym garnku dynię zasypać cukrem, wymieszać i odstawić na 1-3 godz. Dynia puści w tym czasie sok. U mnie stała zasypana dobre kilka godzin, bo akurat wychodziliśmy z domu.
Pomarańcze sparzyć, wyszorować i zetrzeć skórkę (tylko tą pomarańczową część). Następnie wyfiletować pomarańcze. Uwierzcie mi to jest jedyna trudna rzecz w tym przepisie. Jak zostawicie te białe skórki to dżem będzie gorzki. PS. proponuję pracę zlecić mężowi – mój dał radę w 100%.
Do dyni wrzucamy pomarańcze, sok wyciśnięty z cytryn, startą skórkę z pomarańczy i przyprawy. Ja dodałam jeszcze odrobinę sproszkowanych goździków. Gotujemy tak długo aż cały sok odparuje a z dyni zrobi się papka. U mnie to trwało około godziny. Uwaga bo pod koniec, jak soku jest już mało, dżem trzeba często mieszać – inaczej się przypala. Smak możecie sobie dowolnie zmieniać. Możecie dodawać cynamonu, soku z cytryny itd. Dla mnie taka ilość przypraw była idealna!
Gorący dżem przekładamy do słoiczków. Zakręcamy i pasteryzujemy. Ja pasteryzuję w piekarniku, bo tak mi najwygodniej ale sposób jest dowolny.
Pasteryzacja w piekarniku:
blachę wykładam ścierką bawełnianą (uwaga bez sztucznych nitek, bez plastikowych metek i innych ozdobników które mogłyby się w piekarniku sfajczyć). Słoiki ustawiam tak, żeby się nie dotykały. Wieczkami do góry. Wkładam do zimnego piekarnika i ustawiam na około 100-110 stopni. Od momentu osiągnięcia temperatury liczę 20minut. Wyjmuję, dokręcam ewentualne luzy w nakrętkach i odwracam do góry dnem. Zostawiam do ostudzenia. Amen!

pumpkin jam

dżem dyniowy z pomarańczą

dżem dyniowy z pomarańczą

dżem dyniowy z pomarańczą

 

 

  • Magdalena Urbańska

    Masz fajnego Chłopa 😉 dał możliwość spania tak długo, oby jak najczęściej! 😉

  • Żyć nie umierać

    Czyli weekendzik w miarę udany 😉 A co do tego dżemu, to nie wiem czemu, ale ogólnie za dynią nie przepadam. Aczkolwiek podkradam przepis na dżemik i może go wykorzystam.

    • wiesz ja też myślałam że nie lubię dyni…do czasu kiedy oszalałam na jej punkcie!

  • Grażyna Zaborska-Szmajda

    Przynajmniej dżem wyszedł pyszny 😀

  • Dżem dyniowy koniecznie muszę spróbować. Lubimy takie smakołyki 🙂

    • polecam, jest mega. Planowałam, że zostawie dwa malutkie słoiczki jako prezenty gwiazdkowe, ale chyba nie dotrwają :/