Nie lubię takich weekendów! Poniedziałki za to jak najbardziej!

Sobotni poranek, promienie słońca zaglądają do okien od samego świtu, dzieciaki radośnie śpiewają i bawią się w pokoju. Mąż właśnie zaparzył mi gorącą kawę a ja… siedzę i wiem, że ten weekend nie będzie należał do najbardziej udanych. Właśnie muszę zabrać się do pracy. Kątem oka spoglądam tylko jak dzieciaki wygłupiają się z tatą na kanapie i wcinają pankejki. Słyszę jak biegają i tańczą w piżamach a ja nie mogę w tym uczestniczyć. Czuję jakby ktoś wyrwał mi tak ważny kawałek życia, tak ważne chwile. A przecież nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Ot po prostu sobotni poranek nie wiele różniący się od pozostałych weekendowych poranków w naszym domu. I tak właśnie uświadamiam sobie jak cholernie ważne są te nasze wolne dni. Długie przytulasy w łóżku, bieganie w piżamach do 11 i oglądanie bajek czy wspólne wygłupy przy muzyce. To tych momentów w życiu zawsze za mało. Te chwile zawsze są za krótkie. Kiedy pracuję w weekendy to niemal fizycznie czuję jak ktoś mi zabiera te ważne momenty z życia naszej rodziny. Teraz wiem, dlaczego nigdy nie sprzątam w soboty. Nie ma u nas weekendowych porządków i wielkiego sprzątania. Nie zobaczysz mnie od rana z odkurzaczem ani poganiającą dzieci do wypucowania pokoju. Jak wpadniesz o 10 na kawę to prędzej będą talerze na stole, rozwalone zabawki po całym domu i szaleńcze fryzury niż piękny i uporządkowany pokój. Na śniadanie raczej nie uświadczysz fit sałatki i organicznej kawy. Za to masz 99% szans że wciągniesz pysznego pankejka z domowym dżemem i wypijesz aromatyczne latte z tłustym mlekiem. Tak, w soboty się rozpieszczamy! O tym jak ważne jest rozpieszczanie się nawet na diecie pisałam już wielokrotnie.  Nie jest tak, że na co dzień to tylko pszenna mąka i słodkie serki. Jestem raczej tą matką zakręconą na punkcie zdrowej i zbilansowanej diety, jednak sobotnie śniadania to u nas rytuał.

Rytuał, w którym ostatnio nie do końca mogłam uczestniczyć. Byłam w domu a jednak w pracy. Skończyłam i … wywieźliśmy dzieci do babci żebyśmy sami mogli pracować dalej. Wiadomo. Pracować musi każdy. W końcu robimy to dla naszej rodziny, w tym i dla naszych dzieci. Niestety choćbym bardzo chciała to kasa z nieba chyba nikomu nie leci. A jednak wkurzam się na samą siebie, kiedy pracę muszę wykonywać w weekend. Nie lubię takich weekendów! Spędzonych osobno, w pośpiechu i stresie. Potrzebuję resetu, odpoczynku i totalnego luzu choć przez te dwa dni w tygodniu. Inaczej cały kolejny tydzień mam do kitu. Nic mi nie wychodzi a zmęczenie materiału nie pozwala do końca jasno myśleć.

W poniedziałek rano obudziłam się totalnie nie wyspana. Nie dość, że zmiana godziny dała mi się we znaki, Igor miał kiepską noc a ja kompletnie nic nie odpoczęłam w weekend. Nina od rana miała kolejny ważny problem – którą biała bluzkę ubrać do przedszkola. Dom wyglądał jakby przeszło po nim tornado a na dzień dobry skończyła mi się kawa w ekspresie. I tak już właśnie miałam zacząć się wkurzać na siebie, na życie, że takie niesprawiedliwe bo mi ten weekend wydarło gdzieś, na dzieci bo znowu marudzące od poczatku tygodnia i nawet na ten ekspres cholerny, bo też nie mógł zrozumieć, że ja akurat teraz go potrzebuję bardziej niż w inny poniedziałek. I tak już czułam jak moje ciało zalewa taki klasyczny wqrw. Już wiedziałam prawie, że ten poniedziałek też nie będzie należał do udanych i w ogóle to do dupy z takim życiem co to człowiek odpocząć nie może tylko ugania się nie wiadomo za czym. Ale wygrzebałam gdzieś na dnie szuflady resztkę kawy, wyciągnęłam ulubiony kubek odsłoniłam rolety i zobaczyłam jak pięknie i wiosennie jest na zewnątrz. Usłyszałam śpiewające ptaki (chociaż jakiś plus mieszkania na wsi) zobaczyłam, że moje nasionka posiane tydzień wcześniej wykiełkowały i poczułam jak ciepłe powietrze wieje mi w twarz. I co z tego, że weekend był kijowy, co z tego, że ten poniedziałek nie zaczął się najlepiej. To jaki będzie kolejny dzień zależy tylko ode mnie. Po co mam się wkurzać? Po co nakręcać i przyciągać złą energię. Po co mi bycie jędzą wkurzoną sama na siebie. Tak.. ten tydzień będzie piękny! Musi być!

Dziś przymusowo zostałam uziemiona z dzieciakami w domu. Tak więc nadrabiamy weekendowe zaległości i odpuszczamy pracę. Korzystamy z pięknej pogody i chwili spokoju.

 

  • Też staram się spedzace weekendy w domu a nie w pracy.

  • Współczuję pracy w weekend. Jednak te dni powinny być takie rodzinne i pełne zabawy i odpoczynku. Ale dla mnie też poniedziałek był miły- po raz pierwszy od 3 tygodni wyszłam na dwór! W dodatku pogoda była piękna. A dzi jutro mój partner ma wolne w pracy więc spacerujemy we trójkę, chodzimy na lody i śpimy do południa… to dobry tydzień 🙂 Oby dla was też taki był 🙂

  • Współczuję tej pracy w weekend. Ale wiem jak to jest, bo mój mąż też czasem w weekend musi pojechać do pracy i go nie ma. Ehhh… ale zarabiać trzeba.