Przygoda ze szkołą czyli o tym dlaczego posyłam córkę do szkoły rok wcześniej.

Klamka zapadła. Decyzja została właściwie podjęta. Nina od września idzie do pierwszej klasy! Szok!

Nie wiem czy to do mnie dociera. Dopiero co się urodziła. Pamiętam nasze pierwsze wspólne dni, które były dla mnie ogromnym wyzwaniem. Pamiętam pierwsze urodziny, pierwszy krok i pierwsze słowa tak jakby to było wczoraj. Żłobek, przedszkole – to wszystko jakoś tak normalnie do mnie docierało. Ot! taka kolej rzeczy. Ale szkoła? Że jak, że niby już? To jakiś absurd. Niby dzień się dłuży czasami, ale rok mija nie wiadomo kiedy właściwie. Ten czas jakoś tak zapierdziela, że ja momentami nie wiem gdzie zgubiłam kilka miesięcy. I tak oto z mojego pulchnego bobaska wyrosła prawie dorosła już dama. Niby widziałam, że z ubrań w rozmiarze 116 to już dawno wyrosła, że na buźce to jej się rysy wyostrzyły i nie przypomina już mojej małej laleczki z pulchnymi policzkami. Widziałam też tej nogi długaśne do nieba i przedszkolnych adoratorów co rysują jej serca na pół kartki. Cały czas jednak byłam mamą przedszkolaka. Temat szkoły wydawał mi się mega odległy.  I tu można by zapytać dlaczego zatem, mimo moich ubolewań nad tą szkołą nieszczęsną (a może i nie?) posyłam dziecko do pierwszej klasy rok wcześniej?

Wiemy jak wyglądają zmiany w szkolnictwie w ostatnich latach. Najpierw jedni postanowili posyłać do I klasy 6 latki. Afera straszna, że jak to tak można dzieciństwo odbierać i wszystkie matki hurtem na siłę odraczały dzieciom ten rok i pozostawiały pociechy w przedszkolu czy innej zerówce. Tak w pierwszych klasach można było spotkać dzieci w różnym wieku.  Później władze się zmieniły i postanowiono zrobić jeszcze większy burdel. A co tam! Jak już w tych szkołach się odrobinę ogarnęli, to dowalmy im kolejną zmianę i jednak, te sześciolatki cofnijmy. Skoro rodzice tak chcą to niech mają. Te reformy cholernie mnie bulwersowały. Nie sam fakt, że do szkoły 6 latka posłać trzeba. Bulwersowało mnie to, że nikt nic nie wiedział i dla nikogo te dzieci się nie liczyły. Liczyła się dla nich walka polityczna między sobą. Rodzice nie wiedzieli co robić, szkoły nie były przygotowane na nic. Bulwersowało mnie to, ale bezpośrednio mnie nie dotyczyło. Moje dziecko bezpiecznie było sobie przedszkolakiem. Teraz jednak zmiany dotyczą i nas.

Nina jest dzieckiem bardzo wrażliwym, ale też mega inteligentnym. I nie chodzi tu wcale o to, że mam się chwalić czy też nie. Raczej chcę pokazać, że nie zawsze system jest gotowy na to żeby pracować z różnymi dziećmi. W naszym przedszkolu Nina od początku chodziła do grupy z dziećmi o rok starszymi. Poniekąd wynikało to z samej organizacji przedszkola, do którego uczęszczała ale także my po konsultacjach z wychowawcami świadomie podjęliśmy taką decyzję. Namawiano nas w pewnym momencie, żeby Ninę cofnąć do grupy odpowiedniej wiekowo, ale ja kompletnie nie wyobrażałam sobie tego. Jak niby miałam ją po kilku latach wyrwać z jej grupy, od jej koleżanek i umieścić w „maluchach” – bo tak o grupie młodszej Nina się wypowiadała. No bez szans. Żeby jeszcze robiła coś źle, nie radziła sobie z czymkolwiek to może i rozważałabym to. Ale ona zawsze świetnie dawała radę, bez problemów większych czy to z materiałem czy z emocjami. Za co więc miałabym ją ukarać? Efekt jest taki, że moja córka od dwóch lat uczęszcza do zerówki z dziećmi o rok starszymi od siebie. Zerówkowicze to na prawdę mądre dzieciaki już. Dużo rozmawiają o szkole, o tym kto do jakiej placówki będzie chodził, jakich będzie miał kolegów i dlaczego właśnie tam a nie gdzieś indziej. Nina tak jak inne dzieci wkręciła sie już w temat szkoły. Czuje się „taaaka dorosła” i choć odorbinę się obawia to bardzo chce już razem z innymi dziećmi opuścić przedszkole. Nie mogliśmy więc podjąć innej decyzji niż ta, że młoda idzie do pierwszej klasy jako 6 latek. Nie wspomnę o tym, że nie wiem co ona miałaby trzeci rok robić w zerówce. Czyta, liczy, i pisze. Już teraz wspomina, że niektóre zajęcia ją nudzą, że chciałaby więcej. Widzę, że do swojego rozwoju potrzebuje nowych wyzwań.

Podjęliśmy także decyzje, że nie chcemy posyłać dzieci do szkoły prywatnej ale też nie będą chodziły do placówki w naszym rejonie. Od kilku miesięcy czytałam o różnych szkołach w mieście. Znalazłam 3 placówki blisko nas, które bierzemy pod uwagę. I tak oto dziś po przedszkolnych zajęciach jedziemy jedną z tych szkół odwiedzić. Organizują drzwi otwarte dla pierwszaków i ich rodziców. Jestem podekscytowana i chyba milion razy bardziej zdenerwowana niż Nina. Dotarło do mnie też ile nowych wyzwań przed nami. Odwożenie dziecka na konkretną godzinę to będzie dramat w naszym wykonaniu. Bardzo często to my spóźnialiśmy się do przedszkola, wpadaliśmy w połowie zajęć albo przychodziliśmy na minutę przed. Do tego dojdą też te fajne rzeczy. Wybór wyprawki szkolnej, przygotowywanie lunchboxów (ufff nareszcie wyzwolimy się od paskudnej jakości  jedzenia w naszym przedszkolu. Niestety mimo podejmowanej przeze mnie wielokrotnie walki nasze przedszkola za nic ma temat zdrowego odżywiania dzieci. Była to dla mnie zdecydowanie największa bolączka) i organizowanie kącika dla mojego szkolniaka.

Oj tak to zdecydowanie będzie nasz plan na wiosnę i lato! Przemeblowanie pokoju dzieciaków. W głowie mam już jakąś wizję jak w maleńkim pokoju jakim dysponujemy (oszałamiające 9m2) umieścić kącik dla szkolniaka i miejsce dla przedszkolaka jednocześnie. Nie jest to proste wyzwanie ale jakie fascynujące! Już nie raz rozmawiałyśmy z Niną co by chciała i jak to ma wyglądać. Także na pewno niebawem u nas zmiany. A dziś powoli wybywamy na drzwi otwarte do szkoły. Trzymajcie za nas kciuki i piszcie jak Wam poszło w pierwszej klasie. Wsparcie od mam, które mają już to za sobą mile widziane.

  • Ze mną do szkoły chodziły dziewczyny rok młodsze. W niczym od nas nie odstawały.
    Teraz moja Zosia ma 3 a Kajtek 2 lata – są nierozłączni. Nie wyobrażam sobie by mogli pójśc do przedszkola czy szkoły w różnym czasie. Kajtek pójdzie wcześniej – z Zosia. Oczywiście jasnym jest że wszystko zalezy od predyspozycji dziecka, ale kto lepiej niż rodzice wie, kiedy nadchodzi odpowiedni moment na wymarsz do szkoły?

    • PiernikowaJ

      Dokładnie. Nie powinniśmy ślepo być zapatrzeni w wytyczne. NIkt lepiej od rodziców nie wie jak i kiedy ich dziecko powinno iść do szkoły. Niestety często słyszę, że ja na silę chcę niszczyć córce dzieciństwo. A ja chcę ją tylko wspierać w jej rozwoju. Wiem, że polski system szkolnictwa nie jest dobry, mam mu wiele do zarzucenia, ale ten czas i tak nadejdzie. Jeżeli jesteśmy na to gotowi rok wcześniej to nie widzę sensu, żeby zatrzymywać ją 3 rok w zerówce.