Zapełnić kartę pamięci. Weekend bez planów i dyniowe pancakes pachnące jesienią.

Wraz z pierwszym zimnym weekendowym porankiem, kiedy termometr pokazuje 9 stopni a ja o 8 rano zapalam świeczki i lampki czuję się zwolniona z robienia wielkich planów. Tak jak by pogoda usprawiedliwiała mnie  z chodzenia w piżamie do 12, z robienia późnego śniadania i wspólnego oglądania bajek do południa. Pozwalamy sobie na weekend bez planów. Totalnie slow, na lenia albo domatora jak kto woli. Czasami wspólnie, czasami każdy robi co chce. Nina siedzi z lalkami w łóżku, Igor rozwala klocki lego po całym pokoju, tata próbuje odespać cały roboczy tydzień a ja zaszywam się w kącie z kawą i książką. Nie musimy nic.

Kiedy ktoś pytał mnie o plany na najbliższy weekend, odpowiadałam, że siedzimy w domu. Ale jak to? W domu? Nie wychodzicie nigdzie? Przecież jest targ śniadaniowy od 9 na starówce, festyn w parku czy pokaz baniek mydlanych, a wy w domu? A odwiedziny u babci? imieniny cioci, którą widzimy tylko raz w roku? a może szkółka rolkowa, młyn wiedzy albo przedstawienie w teatrze? nic? nie szkoda wam weekendu?

Nie, nie szkoda.

Lubię takie jesienne weekendy, kiedy właśnie czuję się zwolniona z wielkich wyjść, z planowania wycieczek, wyjazdu nad jezioro czy wspólnego grilla u rodziców. Tygodnie mijają nam za szybko. Codzienna gonitwa za czasem, którego zawsze jest za mało. Rajd przedszkole – szkoła – praca – szkoła – przedszkole – zakupy – dom, i ogarnianie szarej rzeczywistości wysysa ze mnie energię, rozładowuje akumulatory, pozbawia dobrego nastroju i cierpliwości. Powroty do domu po 17, zadania domowe Niny, śniadania jedzone w samochodzie, bo znowu rano zabrakło czasu. Wiecznie w biegu, wiecznie coś trzeba, wiecznie spóźnieni. Ten niedoczas codzienny zabiera nam rodzinne ciepło, którego ja tak bardzo potrzebuję. Potrzebuję harmonii, wspólnych przytulasów i rodzinnych obiadów. Chcę wygłupiać się razem z dziećmi, albo też pozwolić każdemu z nas na chwilę dla siebie.

Wbrew powszechnym teoriom nasze dzieci nie potrzebują miliona zajęć dodatkowych, zorganizowanych imprez, najnowszych zabawek i wielkich wyjść. Czasami potrzebują się ponudzić, tak zwyczajnie. Nauczyć się bycia tylko ze sobą. Czasami wspólny spacer po lesie daje więcej. Podziwiamy kolorowe liście, szukamy wiewiórek i sarenek, których nie brakuje w naszych okolicach. Oglądamy czerwone muchomory, toczymy walkę o kasztany na drzewie (bo te leżące na ziemi wszyscy już chyba wybrali) i rozmawiamy o zwierzętach albo ptakach, które odleciały na zimę. Po powrocie do domu suszymy na kaloryferach przemoknięte buty, rozgrzewamy się gorącą herbatą z miodem i lenimy na kanapie przed telewizorem. Tak, czasami urządzamy sobie kino, takie z popcornem, zakopani pod kocami i poduszkami przez 2 godziny oglądamy bajki, rodzinne filmy, rozmawiamy i przytulamy się. Układamy w domu puzzle, gramy w chińczyka albo domino.

Czasami też jemy śniadania o 11 z cała masą „złych rzeczy”. Z cukrem, glutenem, laktozą i czekoladą na dodatek. I wiecie co? Robimy to bez grama wyrzutów sumienia. Ot tak, rozpieszczamy siebie wzajemnie. Ubrudzimy cała kuchnię dynią, w pośpiechu rozsypiemy trochę mąki na podłodze albo dodamy odrobinę za dużo cukru czy soli. Wspólne przygotowywanie weekendowych śniadań to zdecydowanie ta część tygodnia, na którą zawsze czekam. Sobotnie leniwe poranki, jesienne slow weekendy i rodzinnie spędzony czas – to są te rzeczy, które chciałabym zapisać na dysku danych w tych małych główkach moich dzieci. Chciałabym, żeby to właśnie o takich chwilach opowiadały one swoim partnerom, swojemu potomstwu i wnukom. Budowanie wspomnień z dzieciństwa, zapełnianie karty pamięci, nauka doświadczania życia. To są dla mnie podstawy rodzicielstwa. To są rzeczy, które każdy z nas rodziców może i powinien dać swoim dzieciom, bez względu na poglądy, zasobność portfela czy rodzaj rodzicielstwa jaki uprawiasz. Bycie razem nic nie kosztuje a daje wszystko czego potrzebuje taki mały człowiek. Buduje poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Uczy rodzinnych relacji, miłości i zrozumienia. To nie markowe buty, kolejny zestaw lego albo wycieczki za miliony monet robią z nas rodziców. Pozwól sobie i swoim dzieciom na nudę, na nic nie robienie, na cieszenie się wspólnym czasem. Zwolnij! Co z tego, że ominie was super przedstawienie w teatrze, modna impreza dla dzieci czy targi zabawek. Będą kolejne, albo inne. Każdego dnia masz wpływ na to, co wspominać będą Twoje dzieci kiedy Ciebie już nie będzie. To od Ciebie zależy jakie skojarzenia będą miały na hasło DOM, albo do czego będą tęskniły kiedy na studiach wywieje je na drugi koniec świata. Ja tego nie spieprzę, i Tobie też polecam!

 

Wiele razy pisałam Wam, że u nas dom smakuje pankejkami. Sobotnie śniadanie to już rytuał! Jestem pewna, że na zawsze moim dzieciom zapach pankejków kojarzyć się będzie z mamą w piżamie, z sobotnim lenistwem i wspólnym rodzinnym śniadaniem. Czasami zanim otworzę na dobre oczy już słyszę pytanie:

„mamoooo, a wiesz jaki dzisiaj dzień?? – sobota!! a jak sobota to pankejki!!”

I tak stałam się mistrzynią w wymyślaniu pancakesów, racuchów czy placków maści wszelakiej i ze wszystkiego, co tylko udaje mi się w lodówce znaleźć. Nie ma mleka? Żaden problem – zrobimy na jogurcie, nie ma jogurtu? spoko na wodzie i soku też wyjdą. Czasami z jabłkiem, albo czekoladą. Tym razem w ekstremalnie jesiennej odsłonie. Podane niczym na najbardziej odświętnej imprezie. Bo dla kogo starać się bardziej, niż dla najbliższych sobie ludzi?

 

Dziś wyjątkowe odświętne dyniowe pancakes z czekoladą.

Pachnące cynamonem, goździkami i skórką pomarańczową. Polane syropem klonowym i posypane ulubionymi orzechami – obłędne!

Składniki suche

1,25 szkl mąki

2 łyżki cukru demerara

1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka cynamonu

po pół łyżeczki goździków, gałki muszkatołowej i imbiru. (możesz dać przyprawę do piernika)

szczypta soli

wszystkie składniki mieszamy w misce

Składniki mokre

2 jajka

1 szkl pure z dyni

3/4 – 1 szl mleka (zależnie od gęstości pure z dyni, jeśli pure jest bardzo gęste to więcej mleka)

2 – 3 łyżki masła rozpuszczonego

skórka otarta z jednej pomarańczy

mokre składniki dobrze rozmieszać. Ja wrzucam wszystko do litrowego słoika, zakręcam i mocno wstrząsam.

Połączyć mokre i suche składniki. Wymieszać rózgą do powstania jednolitej masy.

Dodatki

garść czekoladowych groszków lub posiekanej czekolady. U mnie trzy rządki posiekanej czekolady – mieszanka mlecznej i gorzkiej.

Na rozgrzanej patelni smażyć placuszki. Podawać z ulubionymi dodatkami. U nas polane syropem klonowym.

Smakują bosko a pachną trochę świętami 🙂

 

 

 

 

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Dyniowych jeszcze nie próbowałam – ale wszystkie inne uwielbiam i myślę, że również te z dodatkiem dyni skradną moje serce 🙂

    A odnośnie weekendów – my akurat wszyscy bardzo lubimy być w ruchu, mieć zawsze jakiś plan, narzucać sobie zawrotne tempo. Inaczej jest nam po prostu nudno 😉

    • spróbuj dyniowe, są mega!
      my Też zawsze w ruchu, zawsze gdzieś, coś i ostatnio chyba przesyt wszyscy już mieliśmy. Do tego doszła codzienna gonitwa między szkołą, przedszkolem, pracą i ogarnianiem rzeczywistości. Ten wolny weekend dobrze nam zrobił, bo od poniedziałku wszyscy mamy jakoś więcej energii.

  • SoFi Bielska

    My też uwielbiamy domowe soboty. I obowiązkowe gofry 🙂

    • a masz dobry przepis? nasze często wychodzą takie …hm..sflaczałe 😛

  • Każdy lubi się czasem ponudzić 🙂

  • Cudownie, sielsko, rodzinnie, spokojnie i leniwie. Jak ja marzę o takim weekendzie. Patrzę w kalendarz, a tam weekend za weekendem zaplanowany… Trzeba zwolnić, bo szkoda zycia…

    • oj tak, kiedyś w końcu trzeba znaleźć czas żeby żyć a nie tylko gonić za czymś. 🙂

  • Alicja Kowalska

    Taki spokojny wpis w moim szalonym życiu to rzadkość 🙂 Zazdroszczę – bo brzmi rewelacyjnie, takie jesienne wyciszenie… Tylko ja tak chyba nie potrafię 🙂 Na własne życzenie mam trójkę maleńkich dzieci, do tego rozkręcam własny biznes, o zajmowaniu się domem nie wspominając. I czasem mam wrażenie, że ciągle mi mało. Udanego jesiennego lenistwa życzę i zazdroszczę… 😉

    • Wiesz u nas też zawsze coś, gdzieś, dzieci praca, wyjazdy, ale kiedyś trzeba pożyć, naładować akumulatory, dać dzieciom i sobie chwilę oddechu